Najlepsze 30

Najlepsze 30 lat życia! (Podcast)

Najlepsze 30 lat życia, bo jedyne jakie miałam. Mogłabym podsumować nadchodzące urodziny zdaniem: Mam wszystko i wiem, że mogę mieć więcej. Naprawdę nie przeraża mnie wizja 3 z przodu, to mnie akurat z bohaterami ulubionego serialu nie łączy (Joey Tribbiani). Może dlatego, że mentalnie zawsze miałam z 10 lat więcej i pewnie dlatego tak dobrze dogaduje się z moim mężem, który ma mentalnie 10 mniej. Tak czy siak, zebrało mi się na podsumowania i postanowienia, bo wierzę w dobrą i sprawczą moc refleksji i planowania. Pomyślałam, że się tym podzielę, bo część z tych refleksji to pewnie prawdy uniwersalne, o których łatwo zapominamy i warto je powtarzać. A postanowienia? No cóż, dla mnie będzie większa motywacja, a dla was może jakaś inspiracja? Zapraszam na 5 refleksji i 5 postanowień z okazji urodzin! Moja cudowna Edyta (I love you Darling!) podsumowania robi co rok, ja jak widać musiałam nazbierać 30 lat doświadczeń, żeby mieć na czym pracować.

5 najważniejszych lekcji

Czytaj, słuchaj, inspiruj się.

Nie byłabym w takim zawodowym miejscu, nie czułabym się tak ze sobą, gdyby nie książki, podcasty i ludzie, którzy mnie motywują do działania. Mam tendencje do prokrastynacji, łatwo wyczerpują mi się zasoby energii, ale odkryłam też, co najlepiej pomaga mi wrócić na dobrą drogę własnego działania: to co mówią, piszą, robią inni ludzie. I choć czasem są to ikony jak Tony Robbins, czy odkryta niedawno Marie Forleo, to najczęściej są to ludzie z mojego otoczenia, których „zaplecze” znam i łatwiej jest mi się utożsamić. Motywujące słowa są powtarzalne, opierają się na podobnych fundamentach, ale energia jaka w nich jest, energia osoby, która je wypowiedziała potrafi czasem skutecznie nas pobudzić do działania, wybić z tego poczucia zrezygnowania. Może jestem marzycielką, że chce pomagać ludziom, zmieniać innym życie, tworzyć kreatywne rzeczy, pisać książki. Chcę, żeby ludzie byli naprawdę szczęśliwi i chcę sama być szczęśliwa robiąc to, co robię. Jakby nie było w pracy spędzamy większość życia. Niech to część życia też będzie fajna, takie jest moje założenie. Paradoksalnie moją lekcją było uwierzenie w to, że moja praca jest tak samo potrzebna jak praca sprzedawczyni w sklepie, nauczyciela, kucharza, budowniczego czy lekarza. Mam wrażenie, że ciągle się z tym zmagam, ale wychodzę z założenia, że każdy ma prawo do zdecydowania czy chce pracować tylko by zarabiać pieniądze, czy po to by się spełniać w pracy, czy jest w stanie zadbać o te dwa aspekty. Gdyby nie książki, ludzie, którzy mnie inspirują poddałabym się już 55 razy na drodze do mojej wizji tego, jak chce żyć. Dlatego będę czytać i słuchać tych, którzy działają na mnie dobrze, dzięki którym wierzę bardziej w siebie i spełnianie swoich celów.

Spodziewaj się dobrych rzeczy, nie trać nadziei.

Nadzieja, to jedna z ulubionych cech, które mam. Ponosiłam ryzyko nie jeden raz. Oczywiście bez wsparcia, które otrzymałam, nie byłoby możliwe osiąganie tych moich sukcesów, ale miałam to szczęście i tą właśnie nadzieję, że musi się udać, bo chce robić właśnie to, co robię. Były kryzysy, wiele rzeczy się zmieniło, w ciągu 5 lat od kiedy założyłam swoją działalność, ale godziłam się na zmiany i straty, bo mam właśnie nadzieję, że wszystko się ułoży. Będzie inaczej, ale może lepiej. Nic nie dzieję się bez przyczyny, tak uważam i dlatego ciągle nie tracę nadziei. Podobnie było w relacjach, choć przychodziły najczarniejsze dni i myśli, kiedy byłam przekonana, że nie może być inaczej, będę samotna. To gdzieś tam ciągle pojawiała się wizja spotkania dojrzałego, wspaniałego faceta, bo z rówieśnikami to jak się średnio dogaduje…generalnie z nowymi ludźmi, witam w klubie introwertyków. I pojawił się jeszcze dojrzalszy niż przewidywałam i jeszcze wspanialszy niż miałam nadzieję. A jak już się pojawił, to ja tej okazji nie przepuściłam. I mam mokre oczy, kiedy pomyślę, że 10 lat temu, w wieku 20 lat byłam przekonana o swoim staropanieństwie, jakkolwiek absurdalnie to brzmi. A teraz, teraz mam wszystko.

To twoje życie.

To najtrudniejsza lekcja, wciąż do końca nieprzerobiona. Jestem jednak dumna, bo widzę jak zmieniłam się w zakresie asertywności i dbania o siebie. Porównywanie się z innymi to nawyk, który bardzo chciałabym zlikwidować. Co ciekawe, porównywanie najczęściej dotyczy tego, czego nie mam w zakresie wyglądu i tego co mam w zakresie tego, w jaki sposób żyje. Wkurzam się, że nie mam takiego ciała, takiej kondycji, takiego nosa, wyglądu na zdjęciach, włosów. Wiedząc jednocześnie, że pewnych rzeczy nie da się zmienić, a jeśli się da, to co stoi na przeszkodzie, żeby zamiast narzekać zacząć działać? Bardzo ważna lekcja. Przestań zazdrościć – zaakceptuj siebie, albo coś rób do cholery. Pojawiają się te myśli i komentarze, ale już coraz bardziej świadomie orientuje się w nich i próbuje coś zdziałać. Druga sfera to wyrzuty związane z tym, co mam i wkurzanie się, że inni widzą tylko te dobre strony. Pracuje z domu, mogę iść pobiegać o 10.00 rano, nie mam dzieci, więc mam dużo łatwiej. Nie chcę się porównywać na zasadzie, kto, gdzie ma lepiej. To zabiera mi energię i dobre samopoczucie. Chcę dbać o swoje życie i żyć tak jak uważam za dobre dla siebie i moich najbliższych. Staram się oglądać na innych coraz mniej i coraz lepiej mi to wychodzi. Zachęcam każdego do tego, bo mamy naprawdę różne priorytety w życiu i dobrze. Zastanówmy się, co możemy zrobić z naszym życiem, a nie wytykajmy innym, jakie mieli „szczęście”. A to zawsze są jakieś wyrzeczenia.

Dbaj o siebie w relacjach.

Pod tym względem to dla mnie praca w dwóch obszarach. Po pierwsze jako świadoma introwertyczka, uwielbiam spędzać nudny czas w domu, spokój i już się tego nie wstydzę. Wcześniej bywało różnie, na szczęście przeczytałam świetną książkę, jedną z moich ulubionych, tych co zmieniają życie „Ciszej proszę..” Susan Cain. Z drugiej strony jestem rodzinna, bardzo lubię moich bliskich przyjaciół. Uwielbiam urządzać spotkania, gotować dla innych, chociaż nie zawsze dobrze mi to wychodzi. Dbam o relacje, w których czuje się dobrze, w których nie ma negatywnej energii i gadania o pogodzie. Z wiekiem stwierdzam, że nie lubię marnować czasu, również w relacjach i w rozmowach.
Po drugie, co zauważyłam nie tylko u siebie, mamy tendencje do uszczęśliwiania innych swoją obecnością. Czujemy się w obowiązku regularnie odwiedzać, zwłaszcza w weekendy, nie omijać rodzinnych spotkań, trwać do ostatniego gościa. Uwielbiam spędzać czas z moją rodziną, ale mam też swoje życie. Dawkujmy sobie innych ludzi, nawet tych najbliższych. Nie poświęcajmy siebie i swoich potrzeb. Nieważne czy dzielimy je z drugą osobą, kiedy dorastamy po prostu dobrze jest się trochę odseparować od bliskich. Z trudnością mi to przychodzi, bo mam poczucie obowiązku i nie chce sprawiać przykrości. Uświadomiłam sobie jednak, że to nikomu nie robi dobrze, w takiej relacji. A prawda jest taka, że każdy dorosły ma swoje życie i wolny czas powinien spędzać tak jak chce i z kim chce, poświęcać go na odpoczynek, pasje. Chyba dlatego, że tak wiele zawdzięczam mojej rodzinie, tak trudno mi się nie przejmować, że nie mam czasu i ochoty również bywać co drugi dzień w rodzinnym domu. Ale trzeba wyfrunąć z gniazda i tak ciągle nad nim nie kołować.

Ruszaj się!

Każda wymuszona przerwa w regularnej aktywności utwierdziła mnie tylko w przekonaniu jak zbawienny ma ona wpływ na wszystkie aspekty mojego życia. Najważniejsze jest dla mnie poczucie, że dbam o swoje zdrowie, sprawność i kondycje. Po drugie: uwielbiam jeść, a dzięki regularnej dawce ruchu mam poczucie, że nie muszę i nie chce się ograniczać, aż tak. I tak, jako że absorbuje chyba kalorie z powietrza ( tak sobie wmawiam, chociaż dobrze znam swoje potknięcia) to mam przynajmniej pewność, że dużo więcej na wadze nie będzie. Aktywność fizyczna to również dla mnie sposób na lepsze radzenie sobie ze stresem i ładowanie energetycznych baterii. Bez ruchu jestem ospała, zmęczona, zniechęcona, drażliwa. Nie jestem fajnym człowiekiem, wkurzam się na wszystko i na wszystkich. I właśnie dlatego, chociaż zazwyczaj bardzo mi się nie chce, to jeszcze nigdy nie żałowałam czasu poświęconego na aktywność. Nieważne jaka to aktywność i jak długo trwa wpływa kojąco i regenerująco na nasze psychikę i ciało, większość badań i doświadczeń innych osób to potwierdza. Chyba sami nie jesteśmy świadomi czasem jak bardzo ruch nam pomaga! Na szczęście moja ulubiona psychologiczna pisarka dr Kelly McGonnigal opisała to w najnowszej książce „The joy of movement”. Wszystko na to wskazuje, że ruch naprawdę może podnieść naszą jakość i satysfakcje z życia wpływając na wiele sfer. Wzmacnia nadzieję i poczucie więzi z innymi, sprawia, że stajemy się odważniejsi, działamy lepiej i chętniej. Potwierdzam! I nie wyobrażam sobie, że nie mogłabym ćwiczyć, chociaż i tak nie chce mi się, kiedy pomyślę o jutrzejszym treningu. Na szczęście dzisiaj już biegałam!

Czas na postanowienia!

Oczywiście dalej chcę rozwijać to wszystko, co przyniosło mi efekty w postaci szczęśliwych kilku ostatnich lat. Chciałabym jednak zaplanować wprowadzenie kilku nawyków dla mojego zdrowego stylu życia, bo taki wciąż chce prowadzić!

Wcześniejsze pobudki.

Poranna rutyna, wciąż słucham o jej wpływie na rozwój, kreatywność, poprawę jakości życia. Ostatnio OCZYWIŚCIE u Marie Forleo w podkaście z Robinem Sharma. Podaje się przykłady znanych i cenionych osób, które… wstają wcześnie. Zupełnie nie chodzi o to, by wstawać i rzucać się w wir pracy, ale np. po to by poczytać kilka stron książki, poćwiczyć, pomedytować, nacieszyć się ciszą. Jestem śpiochem i wczesne pobudki nie są dla mnie łatwym zadaniem, chociaż kiedy mam pracę, wyjazd, umówione spotkanie, potrafię wstać, przygotować się, nie spóźniam się. Jednak w związku z pracą głównie w domu, pod tym względem jestem trochę rozpuszczona. I choć podejmowałam próby już kilkukrotnie, mam poczucie, że teraz wreszcie czuje się do tego, naprawdę zmotywowana. Naprawdę fajnie jest poćwiczyć, czy ogarnąć dom by móc o 8.00 siąść do pracy w spokoju. A uporządkowana przestrzeń to dla mnie wyznacznik efektywnej pracy. Dlatego postanawiam wstawać między 6.00, a 6.30.

Robić więcej list.

Notowanie, zapisywanie, listy, mapy myśli, bardzo wierzę, że taki sposób planowania i organizowania jest dużo bardziej skuteczny niż po prostu zapamiętywanie, myślenie. Kreatywność w planowaniu i organizowaniu, bez względu na to, czego dotyczą nasze cele działa na naszą korzyść. Po pierwsze nie zapomnimy. Po drugie możemy zaznaczać, sprawdzać postępy, mieć świadomość kolejnych, nawet najmniejszych kroków jakie zrobiłyśmy w stronę celu. Po trzecie zapisywanie jest dodatkowym deklarowaniem się odnośnie jakiegoś zadania. Jeśli kreatywnie podejdziemy do realizacji jakiegoś działania nasza motywacja będzie większa, nie jawi nam się to jako przykry obowiązek, to co muszę lub powinnam. Lubię listy, ale tworze ich zbyt mało, chcę więcej list, bo chcę więcej działania, które dokonuje się mimochodem, a ja zaznaczam kolejne kropki, krzyżyki czy haczyki. Listy mogą dotyczyć nawyków, produktów, które chcemy wprowadzić do diety, miejsc, które chcemy zobaczyć, kroków, które chcemy wykonać w naszej wieczornej rutynie dbania o siebie. Moje listy napewno będą dotyczyć aktywności, zadań w kontekście pisania książki, nawyków związanych z odżywianiem, kolejnych kroków pielęgnacyjnych dla ciała na przestrzeni tygodnia. Wierzę w metodę małych kroków w stronę zmian, wybieram ewolucje zamiast rewolucji, bo nasz umysł tego nie lubi, buntuje się. A więc krok za krokiem, powoli do celu. To czas daje najlepsze efekty.

Stawiać na jakość, a nie ilość. Less waste.

Nie można myśleć o przyszłości, bez wzięcia pod uwagę tego, co się dzieje z naszym światem, naturą, którą tak pragniemy się otaczać. Mam w tym temacie wiele jeszcze do zrobienia, ale wierzę, że każdy mały, dobry uczynek się liczy, bo jeśli każdy z nas go wykona, to bardzo pomoże. Filtrujemy wodę i nie kupujemy takiej w plastikowej butelce, staram się używać jak najmniej „jednorazowo”. Kiedy zapomnę o torbie na zakupy, zabieram ze sklepu karton albo niosę wszystko w rękach, poukładane jak wieża z klocków. To nad czym boleję, to marnowanie jedzenia i resztek, uwielbiam warzywa i owoce, ale szybko się psują, próbuje być kreatywna w kuchni i wykorzystywać resztki produktów. Mimo wszystko pamiętajmy, zepsute, spleśniałe warzywa i owoce trzeba wyrzucić w całości, odkrawanie pleśni to bardzo niezdrowa praktyka. Wiem, że do zero waste mi daleko, ale chce zrobić w najbliższym czasie jak najwięcej dla less waste!

Więcej się rozciągać i dbać o jakość treningów.

Nie mam problemu z mocnymi treningami, lubię je, bo mam poczucie dobrze wykonanej roboty. Niestety, to co odkładałam na inny dzień, teraz się mści – traktowanie po macoszemu rozciągania, wałkowania i dbania o jakościowe wykonanie ćwiczeń wzmacniających. Teraz, kiedy czuję przeskakujące kolano, ból w lędźwiach, grzecznie wykonuje zalecenia, dopóki boli… Wiem, że to musi być stały element aktywności, który jest tak samo potrzebny jak to bieganie czy machanie kettlami. Wiem to i mam mocne postanowienie poprawy. Wałka nie chowam do szafy i zainwestowałam w matę Pranamat, a to nie była tania inwestycja, więc mój wewnętrzny sknera mnie przymusza do korzystania z tego narzędzia tortur. Postanowienie dotyczy tego, by w tym konsekwentnie trwać.

Mniej myśleć.

Na koniec psychologicznie i życiologicznie. Aniu, nie przejmuj się tak wszystkim i wszystkimi. Nie analizuj ciągle co poszło nie tak, co mogłaś zrobić lepiej. Wyciągnij wnioski i skończ temat, a nie przeżuwaj starych historii i nie przeżywaj na nowo starych, nieprzyjemnych emocji. Masz wystarczająco aktualnych uczuć do przeżycia! W związku z moim introwertyzmem i wstydliwością, bardzo się przejmuje tym, jak wypadam. I czy to ja, w takim stanie i z takim podejściem prowadzę szkolenia? Mam wrażenie, że tam jestem kimś innym, włączę tryb eksperta i jadę. Widzę też, że im bardziej się otwieram, odważam, tym mniej mnie to przeraża, mniej myślę. Jezus, nagrywam podcasty! Praktykuje nie przejmowanie się poprzez eksponowanie się na takie sytuacje. Wychodzenie ze strefy komfortu, nie ma innej metody by się zmieniać. Jednak wciąż wieczorem przeżywam scenariusze całego dnia, zamiast relaksować się i planować kolejny dzień. To właśnie tego bardzo chciałabym uniknąć. Będąc w relacjach, trudno jest nie analizować i się nie przejmować jak wypadamy, w końcu chcemy robić dobre wrażenie, chcemy by ludzie nas lubili takimi jakimi jesteśmy, a potknięcia przecież nie są naszą codziennością. Jednak zdarzają się one każdemu, a bodźców, które na nas działają jest tyle, że nasz mózg naprawdę ma o czym myśleć, nie musimy mu dokładać analizowania sytuacji, których już nie zmienimy. Planuje zadbać lepiej o wieczorną rutynę, mniej myśleć i analizować, bardziej się relaksować.

Jestem wdzięczna sobie i wszystkim, którzy mieli swój udział, w tym że jestem w takim miejscu, w czasie, kiedy kończę 30 lat. Cieszę się z tego, czego się nauczyłam i na to, co przede mną. I to wcale nie oznacza, że moje życie nie ma rys na szkle, ma całkiem sporo.
Mam wszystko i wiem, że mogę mieć więcej. Niech każda z nas będzie miała okazję się tak czuć. Grajmy tymi kartami które mamy, ale z podniesioną głową i patrząc do przodu. Tego wam życzę z okazji moich urodzin.


Serdecznie zapraszam do odsłuchania podcastu oraz subskrybcji mojego kanału na Spotify oraz iTunes. To będzie cudowny urodzinowy prezent, jeśli tu ze mną będziecie.

Anna Paluch