toa-heftiba-296464-unsplash

Najlepsze sposoby by przestać podjadać słodycze. Moja historia

Na potęgę i ze wszech miar, usilnie i fanatycznie szukamy sposobów na zaprzestanie podjadania słodyczy. Jednym z najczęściej podawanych u dietetyka problemów z utrzymaniem wagi jest nieradzenie sobie z powstrzymaniem się od słodkości. Dlatego serce nam bije mocniej i oddech przyspiesza kiedy natrafiamy w internecie na kolejne rewelacje dotyczące tego jak pozbyć się tego uciążliwego, może nie tak szkodliwego jak inne, ale jednak, uzależnienia. Podejmujemy się kolejnych detoksów cukrowych i kupujemy w aptece kolejne specyfiki, które mają nas powstrzymać przed sięganiem po deser. Tydzień wytrzymujemy niesieni energią nowości, i znowu porażka. Dlaczego? W moim odczuciu brakuje nam świadomości i zdrowego rozsądku.

Nie da się powstrzymać od jedzenia słodyczy tabletką, jeżeli sięgamy po nie nawykowo by poradzić sobie ze zmęczeniem, nudą, negatywnymi emocjami. Niby logiczne, a jednak w desperacji ufamy każdej metodzie. Chodzi o zachowanie, uczymy się pewnych zachowań i konstruujemy schematy zachowań, najczęściej opartych o emocje. Popołudniowa kawa na odzyskanie energii razem ze słodyczami. Wieczorne oglądanie filmu, trzeba mieć coś do przegryzania. Nudzi mi się, to zjem ciastko i obejrzę serial. Jestem smutna, bo mąż mnie ignoruje nagrodzę się słodkim uspokajaczem. Tutaj tabletka nie pomoże. Detoks cukrowy też się nie sprawdza, bo przynajmniej dla mnie kojarzy się z okresowym występowaniem. Takim sposobem okresowo jest bardzo dobrze, a później okresowo bardzo źle. Jeżeli już mam stosować okresowe przerwy to wolę zmniejszyć ich intensywność związaną z wyjściem z detoksu przez dokładny plan. Nasze życie w dużej mierze opiera się na czekaniu na wypełnienie kolejnych celów. Czekamy na ważne wydarzenia, na weekend czy wyjazd. Zbyt długie czekanie frustruje, a brak celu powoduję że tracimy też energię do działania. W moim odczuciu dlatego lepiej sprawdzają się małe kroki i nie zbyt długie oczekiwanie na cel. 

Potrzebujesz zdrowego rozsądku i świadomości. Nie ma możliwości opanowania pokus, celów czy wyzwań bez świadomości po co, to robimy. Jeżeli wiem, że mam problem z miłością do słodyczy, to muszę zrozumieć, że aby mieć radość z życia i poczucie dbania o zdrowie i utrzymanie odpowiedniej wagi muszę kierować się zdrowym rozsądkiem.  Wiem jak to jest bo sama walczę z tym uczuciem i po prostu, po ludzku nie wyobrażam sobie całkowitego zrezygnowania ze słodyczy, po prostu tego nie chce. Jednak jestem świadoma, że muszę coś z tą sytuacją zrobić. Wiem, że jem niezdrowo i zbyt często, a mam skłonności do stosunkowo szybkiego tycia. Jestem tego świadoma i źle się z tym czuje. I właśnie z wykorzystaniem świadomości jako osoby „uzależnionej” i psychologa, kierując się zdrowym rozsądkiem, bo znam siebie bardzo dobrze, pokaże ci moje sposoby na zaprzestanie podjadania słodyczy. Może nie są super dietetycznie poprawne, ale chodzi o skuteczność, świadomość swoich wad i zdrowy rozsądek w egzekwowaniu swoich założeń. 

Tutaj nie ma magii i cudownych środków, to Ty możesz zrobić magię, ale bez różdżki (chyba, że symbolicznie), jedynie dzięki świadomej, głębokiej chęci zmiany. Tylko tyle i aż tyle. Może wykorzystasz moje sposoby, które opieram na uniwersalnych prawdach dotyczących moich (naszych) słabości. 

Plan

Jestem psychologiem i psychodietetykiem, ale jako klient, mam duży problem ze spisanymi planami. Boję się ich! Jednocześnie wiem, że one wyznaczają rytm i pomagają wytrwać w ważnych dla nas postanowieniach i osiągać założone cele. Dzięki Ci Edyta Zając, że mnie tego nieustannie uczysz! Te spisane jako dzienniki, plany, kontrakty są dużo bardziej zobowiązujące. Tak działa nasz umysł i warto to wykorzystywać. Niestety boimy się konfrontacji i dlatego odkładamy taki sposób motywacji. Słowa i myśli ulecą, zapisana kartka wisi i przypomina. Mój plan wygląda tak:

  • słodycze tylko w weekendy i święta (ale nie takie, że codziennie ktoś ma imieniny), dzięki temu tygodniowemu detoksowi moja tolerancja na słodycze zmniejsza się i w weekend nie ma rzucania się na nie, wymaga to też odrobiny silnej woli, ale i tak mniejszej niż w innych kombinacjach detoksowych. Oczywiście najlepiej jeśli to będą domowe słodkości, ale pod tym względem nie jestem konsekwentna. 
  • ułożone menu z jadłospisem na cały tydzień, zdrowo, racjonalnie i REGULARNIE. Plan wisi na tablicy magnetycznej w kuchni, taki był mój warunek dla tego przedsięwzięcia. Co ci z pliku w komputerze, którego nie będzie ci się chciało otworzyć?
  • jeden dzień w tygodniu postu z obniżoną kalorycznością, w naszym przypadku soki, i nie ma tutaj jakiejś specjalnej zdrowotnej filozofii. Wiem, że dietetycy nie są fanami soków, bo błonnik itp. Dla mnie taki post ma bardziej znaczenie psychologicznego oczyszczenia niż fizjologicznego. Pokazania sobie, że mogę wytrwać. Świadomość, że to jeden dzień w moim przypadku jest bardzo motywująca i dłuższe posty w warunkach domowych nie są po prostu dla mnie. 
  • podwieczorki: jogurt z owocami, mała porcja owsianki, twarogu na słodko czy garść orzechów. Zaspokaja potrzebę tego „czegoś” i utrzymuje regularność jedzenia, a co za tym idzie uczucie sytości

Zarządzanie czasem

Analiza sytuacji mojego podjadania pozwoliła na określenie pewnych stałych warunków występowania tego „zaburzenia”:

  • nawykowe picie kawy ze słodkim dodatkiem,
  • zbyt długa przerwa w posiłkach i sięganie pod słodki, mały zapychacz,
  • wieczorne podjadanie przy oglądaniu telewizji, 
  • popołudniowy sposób na nudę, regenerację, spadek energii, 
  • przyjmowanie gości w tygodniu.

Nic tak dobrze nie przeciwdziała znajdowaniu czasu na jedzenie jak zajmowanie wolnego czasu. Idąc tropem mojego ulubionego psychoterapeuty Roberta Rutkowskiego, który uważa, że jedną kompulsje warto zastępować inną, oczywiście społecznie akceptowaną, z takiego założenia wychodzę w przypadku objadania się. Jeżeli chcesz po prostu zrezygnować z jedzenia, narkotyków, papierosów nagle zostaje ci czas, który poświęcałeś temu uzależnieniu. Ten wolny czas jest najlepszą pokusą do powrotu do nieakceptowanego nawyku. W moim odczuciu najlepszym sposobem, z dodatkową wartością, będzie aktywność fizyczna. Dokładnie na ten moment popołudniowego spadku energii, na tą frustrację i smutek, na złość i na nudę. Jeśli nie sport to po prostu poświęcenie czasu na inne czynności: sprzątanie, czytanie (przy czytaniu gorzej się podjada niż przy oglądaniu TV), rozwijanie lub szukanie pasji, naukę języka, a nawet po prostu drzemkę. COKOLWIEK byle by robić COŚ, a nie NIC. Nic sprawia, że pojawiają się emocje, a od emocji do talerza jest krótka droga. W taki sposób uczę się delektować kawą bez dodatków, a popołudnia i wieczory zajmuje spacerami, bieżnią i czytaniem. 

Dostępność

Oczywiście dużo łatwiej radzić sobie z pokusami, kiedy wiemy, że szafka ze słodyczami zawiera tylko ewentualnie orzechy, a zamrażarka została opróżniona z lodów. Jeżeli tylko mogę sobie tak ułatwić życie, to dlaczego tego nie robić? Nawet jeśli mamy domowników, to wszystkim wyjdzie to raczej na zdrowie. Ograniczaj kupowanie na zapas. Nawet weekendowa dyspensa na słodycze nie oznacza jedzenia ich w ilości nadrabiającej cały tydzień. Wybierz sobie coś na co masz naprawdę ochotę i to zjedz. Problem też stanowi dla mnie przyjmowanie gości w tygodniu i brak czegoś „do kawy”. Leczę się z poczucia bycia złą panią domu, skoro niczego nie mam. Po prostu mówię otwarcie, że w tygodniu nie jemy słodyczy i mogę zaproponować jedynie gorzką czekoladę. To żaden wstyd i żadna oznaka braku gościnności. Ktoś przywiezie coś ze sobą? Niech resztę zabiera dla swoich domowników!

Wsparcie

Otwarcie przyznaje, że nie byłoby tego planu, tego wpisu i postanowień bez wsparcia, w moim przypadku mojego męża. Mamy ten sam problem – lubimy jeść i nie zrezygnujemy z tego tak po prostu, dlatego musimy się pilnować i trzymać planu. Patrzenie sobie na ręce też ma swoje zalety. Wspólne szukanie „dobrych” sposobów na zajęcie wieczorów również. Tak naprawdę to On jest dla mnie największą motywacją, bo w swoich postanowieniach potrafi być wytrwały i konsekwentny, szuka sposobów i korzysta z nich. A ja chcę pokazać, że też potrafię. Każdy chce zobaczyć dumę w oczach osób, które kochamy i są dla nas ważne. Wsparcie może polegać na podążaniu tą samą drogą lub nie przeszkadzaniu osobie, która obrała inną niż nasza trasę. Wsparciem jest też dla mnie podzielenie się tutaj, tym moim „idealnym” planem. Wiem, że w inny sposób sobie z moim problemem nie poradzę. Wierzę, że to uniwersalne sposoby na ten powszechny problem. Najważniejsza jest analiza swojej sytuacji i znalezienie właśnie tych stałych warunków. Później pozostaje zdecydowanie na czym nam zależy i opracowanie planu. Z pełną świadomością. 

Zależy mi na utracie zbędnych kilogramów i utrzymaniu prawidłowej w moim odczuciu wagi ciała. Zależy mi na pokazaniu sobie, że jestem konsekwentna i wytrwała. Zależy mi na poczuciu zgodności jako osoby prywatnie i specjalisty. Zależy mi na tym by ten plan stał się normą. Zależy mi na wysokiej samoocenie i wysokim poczuciu własnej skuteczności. Zależy mi na uznaniu w oczach męża. 

A Tobie na czym zależy? Napisz w komentarzu swój plan i wykorzystaj siłę pisemnego zobowiązania.

 

Anna Paluch

Anna Paluch

Jestem psychologiem, psychodietetykiem, specjalistą ds. żywienia, trenerem w Psychologia w Polsce, właścicielką Gabinetu Psychodietetycznego Flow by Ania, autorką projektu “80 dni dookoła zdrowia”, E-kursów "Zaprojektuj Swój Zdrowy Styl życia", czy "Psycho dla dietetyka" ale przede wszystkim lubię i chciałabym inspirować do wprowadzania zmian w swoim stylu życia. Na zdrowie należy patrzeć całościowo i naprawdę trwałe i skuteczne efekty to wynik działań w wielu obszarach. Jednak te kroki są małe i bezbolesne, w ten sposób budują nasze nawyki i zostają z nami na dłużej w przeciwieństwie do szybkich rozwiązań i restrykcji. Szukanie sposobów dzięki narzędziom psychologicznym jak i dietetycznym w podnoszeniu jakości naszego życia jest moją pasją.
Anna Paluch

Latest posts by Anna Paluch (see all)

PODZIEL SIĘ!
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someoneShare on Google+0Pin on Pinterest0