hurdles-1503753

Sport przewija się w moich postach dość często. Dotychczas prowadziłam wyzwanie 80 dni do lata i wciąż wspieram grupę na facebooku Piękne ciało przez cały rok. Sama prowadzę aktywny tryb życia, trenując 5-6 razy w tygodniu. Nie jestem trenerką personalną, choć wiele osób namawia mnie na kurs, abym mogła dzielić się moją pasją. Dziś chciałabym napisać kilka słów o tym, czym jest dla mnie sport. Mam nadzieję, że ten tekst będzie dla Ciebie inspiracją. 

Daję czadu

Każda z nas ma takie okresy w życiu, kiedy jest jej szczególnie ciężko, a przynajmniej ma takie poczucie. W 2015 roku przez prawie 6 miesięcy byłam poza domem na kursie, który był niezbędny, abym mogła rozwijać swoją karierę zawodową. Pomimo tego, że przeważnie przyjeżdżałam do domu na weekendy, było to dla mnie ogromne wyzwanie. Odczuwałam tęsknotę za domem i mężem, a poza tym starałam się dołożyć wszelkich starań, aby osiągać dobre wyniki. 

Częścią szkolenia był ruch fizyczny. W dni, w których nie odbywały się takie zajęcia, szłam wieczorem na trening, który pozwalał zagłuszyć rozterki i smutki. Biegałam średnio co drugi dzień, wydłużając dystans, a w pozostałe dni (robiąc jeden dzień przerwy) ćwiczyłam interwałowo lub siłowo. Moja forma, zarówno psychiczna, jak i fizyczna, rosła z dnia na dzień, dzięki czemu po pięciu miesiącach ukończyłam mój pierwszy oficjalny półmaraton. Zauważyłam też niesamowite zmiany w mojej sylwetce, ponieważ pomimo nie zawsze sprzyjających warunków, starałam się przygotowywać zdrowe posiłki (drugie śniadanie, posiłki potreningowe oraz kolacje). Największą satysfakcją było uznanie kolegów, którzy pytali o porady treningowe albo biegali wraz ze mną. 

Zakręty życiowe

Potem nastąpiły pewne komplikacje życiowe, które zakończyły się rozwodem, który zawsze jest trudnym doświadczeniem, bez względu na szacunek i stosunki pomiędzy stronami tej sytuacji. Muszę przyznać, że w najgorszych chwilach sport trzymał mnie w pionie. Czasami naprawdę nie miałam ochoty nic robić, oprócz położenia się do łóżka i gapienia w sufit, ale kiedy zakładałam buty i zaczynałam rozgrzewkę zakodowany nawyk uaktywniał jakieś pokłady energii, a wizja dobrego samopoczucia po treningu dodawała sił z czasie jego trwania. Kiedy pędziłam przed siebie, smagana szkockim wiatrem, z wodą chlupoczącą w butach, skupiałam się tylko na tu i teraz. Mata i trening spalający 1000 kcal był najlepszą terapią na chandrę i niewiarę w siebie.

W mieszkaniu mógł być bałagan, ale musiałam się poruszać na oczyszczenie umysłu. To była moja forma dbania o siebie. Z czasem nauczyłam się medytacji w biegu, co diametralnie zmieniło sens moich treningów. 

Czy Ty również masz podobne doświadczenia? Czym dla Ciebie jest sport? Przyjemnością czy przymusem? Terapią czy katorgą? Podziel się swoją historią. Zainspiruj innych.

Monika Grobelna

Jestem pełną pozytywnej energii propagatorką zdrowego stylu życia we wszystkich jego aspektach. Skupiam się na tym, aby brać odpowiedzialność za swoje zdrowie, zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Efekty moich działań, widoczne gołym okiem, zachęcają innych ludzi do potraktowania poważnie swojego ciała, duszy i umysłu. Jako początkujący coach, jak również jako maniaczka aktywnego i pełnego przyjemności życia, chcę pomagać ludziom znaleźć w nich to, co najlepsze..
Monika Grobelna

Latest posts by Monika Grobelna (see all)